Copyright © 2017 Selsey Polska

Najnowsze posty

Trzy proste tricki dla spragnionych lekkości!

Sierpień 22, 2018 Komentarze (0)

Meblościanka, kojarzona do niedawna ze złem koniecznym, straciła ostatnio swój ciężar gatunkowy. Z jednej strony łaskawszym okiem spojrzeli na nią amatorzy wszystkiego, co przyniosły wzornictwu minione epoki, wszak styl retro, akcenty vintage i design midcentury wciąż nie schodzą z piedestału najgorętszych trendów. Z drugiej strony – zabudowa na wysoki połysk (a więc meblościanka w nowym wydaniu) to rozwiązanie gloryfikowane przez wielu wyznawców stylu nowoczesnego. Tak więc z której strony nie spojrzeć, znajdziemy zawsze kogoś, kto meblościankę kocha i poważa.

Są jednak tacy, którzy kręcą nosem na te wszystkie szafy, szafki, szafeczki, szuflady, pawlacze, schowki. Na ten przyciężkawy układ rozmaitych przestrzeni do przechowywania. Nie wchodzą w meblościanki ani w wersji dla retro fanów ani w tej białej, laminowanej, prosto od współczesnego stolarza. „Zabudowany od podłogi do sufitu” to sformułowanie, które przyprawia ich o dreszcze. W pełni ich rozumiem, ja też doceniam rozwiązania, które wnoszą do wnętrza lekkość, które optycznie odciążają aranżacje.
Dziś przybywam zatem z trzema rozwiązaniami, które „zrobią wnętrzu lekko”.

Po pierwsze – podwieszone meble zamiast stojących na podłodze. Ten patent wypatrzyłam na kultowym niegdyś blogu Z potrzeby piękna .  Agnieszka, autorka bloga i właścicielka sklepu z pięknymi rzeczami do domu na Saskiej Kępie, tak właśnie odciążyła optycznie pokój swoich córeczek. Podwieszone szafki > zobaczcie tutaj!< zupełnie zmieniły to niewielkie pomieszczenie, sprawiły, że całość nabrała świeżości i lekkości, a także zyskała wymiar praktyczny – o ileż łatwiej sprzątnąć taką pozbawioną nóżek podłogę!
Dziś jestem wielką orędowniczką takiego zabiegu, co tylko mogę „wywalam” na ścianę.

Gdzie to kupić? > półki 

Druga sprawa to zabudowa kuchenna. Wiadomo jaki jest cel nadrzędny – znaleźć największą jak się tylko da przestrzeń do przechowywania. Te wszystkie talerze, miseczki, garnki, kubki, kieliszki, szklanki, deski do krojenia i inne cuda muszą gdzieś mieszkać. Rezygnacja z szafek kuchennych to absolutna utopia. Warto natomiast rozważyć odciążenie góry. Jeśli nie musisz zabudowywać miejsca do gotowania i przygotowywania posiłków nad blatem, a jednocześnie otwarte półki paraliżują cię myślą o notorycznym wycieraniu kurzu, pomyśl nad witrynką. Nie musi być do kompletu mebli kuchennych. Może być kompletnie „z czapy”. Grunt by jej transparentność, ażurowość lub wręcz – przejrzystość sprawiały, że nie mamy do czynienia z kolejną zamkniętą przestrzenią.

Gdzie to kupił? >> witrynka Lamella  >>> witryna Italia  >>> półki z frontem metalowym

Trzeci i ostatni patent na przydanie wnętrzu lekkości, to rezygnacja z zabudowanych mebli w salonie. O ile w sypialani to się nie uda – tam przechowujemy bieliznę i wiele innych rzeczy osobistych, o tyle pokój dzienny może być wolny od szaf i szafek. Owszem, nie wszystko chcemy eksponować. O ile kolekcje książek, płyt i bibeltów a także dżungla domowych roślin odnajdzie się wspaniale na odłoniętych półkach, o tyle wciąż istnieją rzeczy które niekoniecznie muszą być na widoku. Co powiecie na drewniane skrzynki lub koszyki? Rozwiązanie optycznie dużo lżejsze niż tradycyjna szafka, a także dodające wnętrzu atmosfery swobody i nonszalancji.

Gdzie to kupić? >> skrzynki i koszyki 

 

 

Kiedy dizajn sprzyja resetowi – trzy wyjątkowe miejsca na wypoczynek

Sierpień 17, 2018 Komentarze (0)

Osobiście byłam tylko w jednym z nich. Dwa pozostałe mam na wish-liście. Cieszy mnie ogromnie, że w Polsce przybywa coraz więcej i więcej miejsc dobrze przemyślanych, doskonale zaprojektowanych, gdzie dobre wzornictwo uzupełnia piękno oferowane przez naturę. Bo to, że Polska ma wiele do zaoferowania przyrodniczo – wiem od dawna. Natomiast wysmakowane, świetnie zaaranżowane miejsca, w których mamy odpocząć od zgiełku miasta, zresetować umysł i odprężyć ciało to stosunkowo nowa jakość. Nie uświadczysz tu złodzieja czasu i uwagi, jakim jest telewizor. Wifi jest lub go nie ma. Nic nie rozprasza od pozostania z własnymi myślami. Albo patrzenia w pełną zapału twarz twojego dziecka, opowiadającego niestworzone historie, których często nie masz czasu słuchać. Albo słuchania śpiewu ptaków, na które kompletnie nie zwracasz uwagi w mieście.

Cisowy Zakątek w Sasinie istnieje już jakiś czas, ale wciąż wiedzą o nim tylko wtajemniczeni. I doskonale!
Właściciele przywitają cię ciepłym domowym ciastem, morze przywita się pustą plażą. Nie ma tu parawanów i głośnej muzyki dochodzącej ze straganów. Jest za to cisza, spokój, a wieczorem – trzaskający ogień w kozie. Domki są bardzo podobne, razem tworzą bardzo spójną całość. Natomiast wnętrza – różnią się diametralnie. Jeśli lubisz surowy styl skandynawski zapewne właściciele podsuną ci jeden z tych biało-szaro-drewnianych. Jeśli styl retro i klimaty vintage są tym, co sprawia, że serce bije ci mocniej – również nie zostaniesz rozczarowany. Glamour? Nie ma sprawy. Zwariowany eklektyzm? Jasne! Minimalizm? No ba! Oprócz tego wachlarza stylów mamy do dyspozycji piękno otaczającej, zupełnie dzikiej natury. Nie ma tu ogrodzenia – wychodzisz i idziesz przed siebie. Świetnie zaprojektowane wnętrze i wyjątkowy design dodatków przenikają się z pięknem otaczającej przyrody. Bosko.

fot. www.cisowyzakatek.pl

 

Oczyszczalnia inaczej zwana Stodołą Wszystkich Świętych to przedsięwzięcie ludzi zmęczonych wielkomiejskim życiem – psychologa i artystkę malastwa. Dlaczego oczyszczalnia? Bo idea jest taka, by się oczyścić. Z tego, co w nas zalega, męczy, truje. Tu pogapimy się na brzozy – zarówno te prawdziwe, rosnące wokół stodoły, jak i te, które przeniesiono na czarno-białą fototapetę. Tu ucieszymy kubki smakowe domową kuchnią, zrelaksujemy się na siedzisku typu worek sako (podobne u nas >>> KLIK!) i zapatrzymy w ogień. Ale to wciąż nie jest wszystko! Właścicielka miejsca, jak już wspomniałam – malarka, wyżyła się artystycznie projektując sypialnie. Każda z nich jest inna, wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju. Otaczają nas wielkoformatowe bo przełożone na tapetę rozmaite dzieła malarstwa (Botero, Bosch, Hopper i wiele innych) oraz atrybuty świata religii (różnych, co warto zaznaczyć!). Pokoje nazwane są jak grzechy główne lub jak cnoty – można się zatem zatrzymać w Gniewie lub w Miłości. Dla mnie koncept bardzo oryginalny i bardzo intrygujący.

fot. www.oczyszczalniamiejsce.pl

 

I wreszcie domki pływające! Właściciel miał prawdziwe jaja, że postawił na życie na wodzie, jakże dobrze znane w innych zakątkach świata, na przykład w Azji. A przecież i my mamy swoje cudowne zamknięte akweny, wciąż dość dzikie, by zechcieć tam zlądować w celu kilkudniowego resetu. Jezioro Jamno ma tę dodatkową zaletę, że znajduje się zaraz obok Bałtyku. Jest więc do wyboru więcej opcji na spędzenie czasu na łonie natury.
Wszystko zaczęło się tak, że główny pomysłodawca i projektant miał szkółkę żeglarską, na potrzeby której postawił pierwszy domek. Jak sam twierdzi, chciał umożliwić  zmarzniętym czasem kursantom ogrzanie się przy kubku herbaty. Nagle posypały się zapytania – czy można ów domek wynająć. Ilość zapytań stała się impulsem do rozbudowy przedsięwzięcia.
Minimalizm rządzi i nie jest to podyktowane wyłącznie wyborem estetycznym, ale przede wszystkim specyfiką miejsca. Domek pływający jest niewielki, ale, pardon neologizm, wszystkomający. Jest tu koza do ogrzania, kanapa do powylegiwania, stół do posiedzenia, cała masa sprytnie zaprojektowanych schowków. By pogodzić nieduży metraż i fakt, że znajdziemy tam wszystko, czego potrzebujemy trzeba wirtuozerii. Duży plus za minimalizm wnętrz, również z tego względu, że nic tu nie rozprasza, by napawać się niesamowitym, kojącym widokiem. To on jest tu gwiazdą numer jeden.

fot. hthouseboats.com

BACK TO SCHOOL : zrób dzieciom dizajn!

Sierpień 13, 2018 Komentarze (0)

Back to school – grzmią od połowy lipca media, sprawiając, że łapiemy za kalendarz, gazetkę reklamową pobliskiego marketu, kieszeń i telefon do przyjaciela (na przykład po to, by utwierdzić się w kojącym przekonaniu, że i on/ona również jest w lesie). Litania jest długa: począwszy od tuzina albo dwóch zeszytów, przez artybuty artysty plastyka, flet bądź inny instrument muzyczny, kapcie zmienne, na stroju do aktywności fizycznej skończywszy. Najprzyjemniejszą częścią tych przygotowań, przynajmniej z mojej perspektywy, jest zdecydowanie tuning przestrzeni, w której od września nasza latorośl ma wytężać swoje mózgowe zwoje i ćwiczyć myśl kreatywną.

Stara szkoła aranżowania przestrzeni do nauki, taka, powiedzmy z lat mojej szkolnej młodości, głosiłaby, iż miejsce takie powinno być wygodne, dobrze oświetlone oraz nie odciągać uwagi od sedna sprawy. Ja dodałabym jednak, że warto, by było także przyjazne, dopasowane do indywidualnych potrzeb i zainteresowań. Słowem – takie, żeby chciało się w nim przebywać. Nie fiksowałabym się w kategoriach: biurka dla dzieci, fotele dla dzieci, meble dziecięce, choć może się zdarzyć, że to akurat tam znajdziecie to, czego szukacie. Podobnie jak hamak niekoniecznie musi stanowić wyposażenie ogrodu, worek sako – mebel dla ciężarnej, na kosz na bieliznę nie musi zawierać bielizny, rozwiązania tak zwanego dorosłego home-office można spokojnie przenieść na grunt małoletnich. ‚Dizajnerski’ to nie jest termin zarezerwowany dla ludzi dwadzieścia plus, młodociani też mają słabość do fajnego wzornictwa, też doceniają unikalne patenty i naprawdę rozumieją co znaczy styl we wnętrzu.

Inna rzecz to dobra organizacja przestrzeni. Te wszystkie półeczki nad biurko, minikomody, kontenery z szufladami, kosze, pudła, schowki są w pokoju dziecięcym absolutnym must-have. Wyjdźmy dzieciakom naprzeciw, skoro wymagamy by trzymały jako taki porządek. Stwórzmy im warunki, by gadżety szkolne nie mieszały się z ludzikami lego, zeszłoroczne kasztany z pracami plastycznymi, a zdobyte w zawodach sportowych medale z plasteliną.  Niech jednak wszystko stanowi spójną całość. O ile dziewczynki pewnie bardziej docenią ciepły styl skandynawski (choć oczywiście nie jest to reguła!), o tyle chłopcom na pewno zaświecą się oczy na rozwiązania stylu industrialnego. Loftowy klimat metalowych mebli i dodatków, surowość detali nawiązujących do estetyki przemysłowej kontra miks drewna i bieli złamany kolorowymi akcentami czy miks jednego z drugim?
Nie wiem, biorę wszystko jak leci! Na szczęście mam dwoje dzieci, więc dwa niezależne pola do popisu.


Gdzie to kupić?
biurko Graph > krzesła Tolix > metalowe koszyki > metalowa półka > złote plakaty > hamak > lampka 

Gdzie to kupić?
biurko > krzesła inspirowane Eamesami > worki sako > mapa > zegar > lampy diamenty > lampka biurkowa

Gdzie to kupić?
biurko drabina > krzesło Foot > kosze tekstylne niekoniecznie na pranie > tablica ze schowkami > poroża > lampa sufitowa

5 polskich projektów, które musisz poznać!

Sierpień 7, 2018 Komentarze (0)

Od wielu lat cała Polska zmaga się z problemem zanieczyszczonego powietrza. Nic dziwnego, że mądre głowy dwoją się i troją, co z tym fantem zrobić. Powstają specjalne programy mające na celu unowocześnienie systemu ogrzewania rodzimych mieszkań i domów, lokalni politycy myślą jak ograniczyć ruch samochodowy w miastach. Są jeszcze takie projekty – niwelujące nie tyle przeczynę, a skutek. Warszawska pracownia projektowa WXCA, wygrała konkurs Miasta Stołecznego Warszawa i oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Architektów Polskich, na rewitalizację słynnego kompleksu parkowego Pole Mokotowskie Nowe Pole Mokotowskie ma mieć cztery strefy inspirowane żywiołami i całą masę dodatkowych atrakcji, w tym bogatą ofertę gastronomiczną i warsztatowo-edukacyjną, dającą możliwość bezpośredniego doświadczania i zabawy z żywiołami. Na szczególną uwagę zasługuje Pawilon Powietrza – nad nim zainstalowane zostaną balony, badające stan powietrza – w razie gęstego smogu na tarasie punktu włączą się oczyszczacze.

wizualizacja WXCA

Górska Chata to projekt o którym huczy środowisko architektów i nie tylko. Zlokalizowany w południowej Polsce dom wakacyjny leży na skarpie z widokiem na jezioro i dwa średniowieczne zamki. By nacieszyć oczy mieszkanców fenomenalnym otoczeniem ściana domu od strony jeziora jest całkowicie przeszklona, dwa przesuwne okna umożliwiają otwarcie połowy ściany łącząc wnętrze z tarasem. Co wyjątkowe, bryła domu kształtem, kolorystyką i materiałami, z których ją zbudowano nawiązuje do tradycyjnej zabudowy pasterskiej. Dom nawiązuje do dawnych tradycji, mając jednocześnie nowoczesną formę i rozwiązania techniczne. Dach płynne przechdzi w ścianę frontową (jedo i druga pokryte wiórem osikowym), dzięki czemu woda deszczowa spływa zeń bez użycia rynien. Ścianę kuchni zdobi wycięty w stalowej płycie znak kwiatu życia – typowy lokalny symbol ludowy.

fot. Hola Design

Podsadzaliście kiedyś dziecko, by zobaczyło wszystkie smaki lodów i zastanowiło się nad ich wyborem? Ciężko co?
Witryna przyszłości musi mieć ekspozycję lodową w orientacji wertykalnej – stwierdzili twórcy nagrodzonej RED DOT AWARD 2018 lady INSÙ! Jednak nie tylko fakt wygody w komponowaniu deseru lodowego miał tu znaczenie. W tej witrynie lody umieszczone są w specjalnych szufladach wypełnionych glikolem, dzięki czemu panują weń wyjątkowo stabilne warunki do przechowywania lodów, a ich temperatura i konsystencja jest zawsze właściwa. Co więcej – lody nie wymagają przekładania na noc do specjalnych chłodni (wzgląd ekologiczny – nie trzeba nieustannie myć pojemników).

fot. essystemk.pl

Opakuj, a potem zjedz – zachęca Róża Rutkowska, nagrodzona za innowacyjny pomysł ekologicznego opakowania produktów żywnościowych. Wykonane z grzybka kombuchy można zjeść lub wyrzucić do odpadów organicznych – jedno i drugie rozwiązanie będzie przyjazne dla środowiska. To to takiego ta kombucha? Kombucha określana też jako SCOBY (Symbiotic Cultures of Bacteria and Yeasts) to symbioza bakterii i drożdży, z wyglądu przypominająca cienką powłoczkę, podobną do zewnętrznej warstewki cebuli. Sam materiał – jak twierdzi pomysłodawczyni – wymaga jeszcze jednak dopracowania. Póki co bez problemu można weń zapakować pokarmy suche i półsuche.

fot. http://naukawpolsce.pap.pl

Multisensoryczna kołysko-huśtawka Memola została przeznaczona dla dzieci od chwili narodzin do 12 roku życia (a także – ich rodziców). Kołysanie towarzyszy dziecku przez całe życie płodowe, nic zatem dziwnego, że poza brzuchem mamy wciąż działa na małego człowieka kojąco i wyciszająco. Wisząca kołysko-huśtawka naśladuje naturalny ruch, pobudzając zmysł czucia głębokiego i rozwój błędnika. Jest na tyle duża, by nie krępować ruchów niemowlęcia i na tyle wygodna, by sięgająca po maleństwo mama nie potrzebowała żadnej szczególnej ekwilibrystyki. Na pocżatku służy jako łóżeczko dla noworodka (specjalna konstrukcja zapobiega kręceniu się wokół własnej osi. Następnie staje się koszem sensorycznym. Podnoszone boki zwiększają bezpieczeństwo użytkowania, kiedy dziecko zaczyna siadać i wstawać. Trzecim etapem jest huśtawka – miękko wyściełany krążek, już bez burt, pozwala bawić się, odpoczywać i stymulować rozwój.

fot. memola

A wszystko to dzieło Rodaków :).
Fajnie, nie?

 

Follow the style!

Lipiec 31, 2018 Komentarze (0)

Upalne lato sprawia, że przychylnym okiem spoglądam na wnętrza surowe. Zupełnie jakby ich minimalizm, nieprzeładowanie przedmiotami i czystość kadru miały mnie schłodzić. Przecież z reguły mój wzrok przykuwa wnętrze kolorowe, aranżacja pełna rozmaitych smaczków, ciekawe łączenia, nieokiełznany eklektyzm. Jednak nie dziś. Dziś goszczę w Hanowerze u Sandry, stylistki wnętrz, instagramerki, miłośniczki dizajnu i architektury. Ten dom wyraźnie hołduje powiedzeniu: less is more. Tutaj naprawdę mniej znaczy więcej. Jest minimalistycznie, ale nie pusto. Jest monochomatycznie, ale nie nudno. Wreszcie – są to wnętrza zdyscyplinowane, ale nie chłodne.

Co tu dużo gadać, surowe drewno kręci jak nic innego. Podłoga z długich nielakierowanych desek jest absolutnie nie do przecenienia. To plus drewniane sklepienie. Jako miłośniczka antresol i maksymalnego wykorzystania przestrzeni doceniam też pomysł pięterka, na którym Sandra ma swój gabinet, gdzie może odizolować się od reszty domu oraz dać się pochłonąć swoim pasjom i pracy. Nie przemilczę też drzwi wejściowych – od razu widać, że jest to kamienica. Przeszklone, ppoprzedzielane charakterystycznymi szprosami, a nawet detalami na kształt witrażu, zachwycają i niewątpliwie „robią robotę”.

Moją uwagę zwraca także jasna jadalnia z każdym krzesłem z innej parafii (uwielbiam to rozwiązanie), urocza koza w strefie wypoczynkowej, czarna ściana w kuchni i betonowa podłoga, a także ciepła sypialnia ze sznurem cotton ballsów i papierową śliczną lampą origami. Aranżacja Sandry to na pewno krewniak stylu skandynawskiego, w tej najsurowszej odsłonie. Znajdziemy tu inspiracje światem natury – wiklinowe kosze, masa surowego drewna, polne kwiaty w niemal każdym pomieszczeniu, odrobinę stylu industrialnego, a także coś na kształt europejskiej interpetacji wnętrz z Azji, hołdujących filozofii Zen.

Piękny dom, nie epatujący zbędnymi przedmiotami, prosty tak w formie, jak i treści.

Zdjęcia z www.myscandinavianhome.com oraz instagramu Sandry > instagram.com/karlas_view/

Gdzie to kupisz?
Sofa > dywan > skrzynki > stoliki Teak > stolik obłożony drewnem > biokominki > tace wiklinowe > krzesło Basic > krzesło Simple > cotton ballsy > lampa Dotti