Copyright © 2017 Selsey Polska

Najnowsze posty

Prezentownik dla domatora

Grudzień 7, 2018 Komentarze (0)

Bycie domatorem to aktualnie nie tyle jeden z możliwych stylów życia, ile wybór oczywisty. Wszyscy jesteśmy na swój sposób domatorami. Właściwie odkąd zaczerpnięty z północy termin hygge wszedł do polskiego słownika na dobre, wszyscy zrozumieliśmy, że uprawialiśmy hygge od zawsze. Każdy, kogo znam, jest na swój sposób miłośnikiem własnych czterech kątów i każdy deklaruje, że pasjami uwielbia spędzać w nich czas  – samotnie, z rodziną czy przyjaciółmi. Z kubkiem zielonej herbaty, filiżanką kawy, lampką Chardonnay. I choć uwielbiamy podróże, citybreaki, weekendowe wypady w góry, to jednak za każdym razem z wielkim entuzjazmem przekręcamy klucz w drzwiach domu, zrzucamy buty i z lubością zapadamy we własny, osobisty fotel.
Coraz częściej też prezenty z gatunku domowych stają uniwersalne i odpowiednie dla każdego. Oczywiście zawsze istnieją kwestie gustu, preferowanego stylu czy ulubionej i mniej lubianej kolorystyki, lecz jeśli mniej więcej zgłębimy te meandry, właściwie jesteśmy w domu. Sklepy z wyposażeniem wnętrz, oferujące dizajn użytkowy, miliony przedmiotów bez których można właściwie żyć, ale po co ;), dają ogromne pole do popisu dla tych, którzy wiecznie jęczą, że nie wiedzą co kupić. Żonie, chłopakowi, siostrze, szwagrowi, mamie.

Dziś zatem wjeżdżam z prezentownikiem. Dla amatora kawy, herbaty i wina, dla miłośnika spokojnych wieczorów pod kocykiem z dobrą lekturą w dłoni i dobrą muzyką z głośnika oraz niepoprawnego gadżeciarza, który wiecznie coś zmienia, odkręca, przykręca, przemalowuje, wiesza i kombinuje. Ja właściwie jestem każdym z nich trzech, więc kupienie prezentu dla mnie to rurki z kremem. Zwróćcie też uwagę, że propozycje są bardzo zróżnicowane pod względem cenowym. Jeśli masz wyraźnie ochotę wydać więcej, zrzucić się z połową rodziny na coś większego – voila! Ekspres do kawy w supermodnej retro stylówce lub pled z wełny czesankowej polecają się jako idealne prezenty z gatunku wysokobudżetowych. Gdzieś tam po drodze uplasują się cudne welurowe poduchy, lampki czy zegary. Na koniec morze możliwości dla osób z nieco niższym budżetem – książki, płyta winylowa, gadżety kuchenne, czy wreszcie – butelka wina lub dobra kawa ziarnista.


Gdzie to kupić?
> filiżanki, kubki, dzbanki
> akcesoria kuchenne 


Gdzie to kupić?
> poduszki
> pledy
> lampki stołowe 

Gdzie to kupić?
> zegary
> organizery 
> plakaty
> dekoracje ścienne
> kosze 

6 sposobów na efektowny kalendarz adwentowy

Listopad 29, 2018 Komentarze (0)

Byłam w podstawówce, gdy nastał szał kalendarzy adwentowych z okienkami wypełnionymi wyrobem czekoladopodobnym. To nigdy nie była piękna rzecz, ani też nigdy jakościowa czekolada, ale emocje, jakich dostarczało codzienne otwieranie kolejnych okienek, były niezapomniane. Dziś, kiedy dekoracje hand-made są wysoko cenionym dobrem i nikt, kto ceni sobie piękne aranżacje domowej przestrzeni nie powiesi na ścianie dyskontowego kartonika, coraz częściej sięgamy po rozwiązania tak efektowne, jak – proste. Super jest także wykorzystać to, co mamy w domu. Mając na uwadze dobro naszej planety dobrze jest jak najwięcej bazować na materiałach ekologicznych, takich, które można powtórnie przetworzyć albo są w pełni bio-degradowalne. Są nimi na pewno papier, karton i naturalny sznurek.

Co włożycie do minipaczuszek to już kwestia wtórna. Ja bardzo poważam kalendarz adwentowy z zadaniami. Latami uprawiałam radosną dwudziestoczterodniową rozpustę tuczenia dzieci prezencikami. To było miłe, ale wiecie co? Zadania są dużo fajniejsze. Upieczmy razem ciastka, zanieś kilka samotnej sąsiadce, kup karmę dla podwórkowych kotów i je nakarm, napisz świąteczną kartkę do kolegi, który zmienił szkołę. Dziś wkładam fifty-fifty zadań i łakoci.

No, ale mniejsza o treść, kiedy my tu o formie.
Dziś mam dla Was sześć niezawodnych, fajnych, ekologicznych, a przede wszystkim – prostych sposobów na efektowny kalendarz adwentowy. Przypatrzcie się dobrze – na pewno któreś z niżej wymienionych akcesoriów wisi/stoi w Waszym domu. A jeśli nie – bez wyrzutów sumienia sprawcie sobie. To rzeczy na lata i wielofunkcyjne.

Metalowa kratka na co dzień może być przecież akcentem, którym nie pogardzi dobrze zorganizowane biuro domowe. Zwykle przypinamy doń listę zadań, rachunek do zapłacenia, różne przypominajki. W grudniu przypnijmy dzieciakom dwadzieścia cztery dni wielkiej radości.

> metalowe kratki 

Albo minipółeczki – któż z nas nie ma czegoś podobnego w kuchni albo jadalni? Zwykle mieszczą w sobie kubki, rośliny czy kolekcję płyt, ale na czas grudnia zarządźmy chwilową eksmisję.
Kartoniki nie muszą udawać domków, jeśli zadanie was przerasta, ale zobaczcie jak uroczo wygląda takie miasteczko! 🙂

> półki, półeczki 

Wianek można kupić albo sklecić samodzielnie. Na youtube jest masa filmików z tutorialami jak tego dokonać. Zwieszamy z niego małe słoiczki (w domach z niemowlęciem na stanie rzecz dostępna wręcz w nadmiarze) albo papierowe tutki. Mogą być też papierowe torebki śniadaniowe!


> wianuszek

Moda na niby-trofea z polowań ma się całkiem nieźle, a w wielu domach na ścianach dumnie wiszą poroża rozmaitych rogaczy. Może wykorzystać je jako sprytny uchwyt na paczuszki adwentowe? Dodatkowy plus jest taki, że poroże samo w sobie ma wyraźny charakter bożonarodzeniowy. Być może przez skojarzenie z reniferem.


> poroża

Kolejny domowy detal, który można wykorzystać aranżując adwentowe odliczanie to wieszak ścienny. Rzecz jest prosta i oczywista w obsłudze, a dzieciaki w przypływie radości moją się nawet na nim uwiesić, nie odpadnie. 😉

>wieszaki

I ostatni pomysł – drabinka. Rzecz bardzo praktyczna, ale też bardzo dekoracyjna. Plus – paczuszki nie muszą się tłoczyć, bo mają sporo miejsca.
Minus – może zająć trochę miejsca, wiec idealna do większych pomieszczeń.

> drabinka 

Udanej zabawy, 1 grudnia już pojutrze! 🙂

Follow the style!

Listopad 22, 2018 Komentarze (0)

Paleta ostatnich wnętrz, które tu prezentowałam była daleka od rozmytych pasteli i nieoczywistych kolorystycznych hybryd z gatunku: jakby koral, ale chyba bardziej ciepły brąz. Dziś jednak dałam się ponieść temu szwedzkiemu wnętrzu, które zachwyciło mnie klimatem tak właściwym dla aranżacji sąsiadów z północy. Chodzi mi o ten rzadko u nas spotykany melanż harmonii ze swobodą, dobrze przemyślanych rozwiązań z luzem. Bo kto pozbawiony luzu upycha obiadową zastawę wprost na metalowym mocno przemysłowym regale i kto zamiast eleganckich kinkiecików wiesza na ścianie lampy kreślarskie, jakże surowe i mało dystyngowane? Do takich rozwiązań trzeba mieć dryg i niezmąconą niczym pewność siebie. A tego Skandynawom nie brakuje.

Wysokie stropy, delikatna sztukateria, parkiet w jodełkę i żeliwne grzejniki są kluczowe w tworzeniu tak zwanej bazy. Ten kamieniczny sznyt trudno podrobić w warunkach niekamienicznych. Na szczęście w rodzimych miastach bardzo wielu ludzi pozbywa się tego rodzaju mieszkań w pogoni za wygodą, jeśli więc w skrytości swego serduszka marzysz o mieszkaniu pośród historii, wszystko jest w twoich rękach. Zwróćcie też uwagę na te nonszalanckie zestawienia – marmurowy blat kuchenny i przaśne drewniane skrzynki na kuchenny drobiazg, piękna vintage komoda z przełomu lat 50. i 60. sąsiadująca z drewnianym prostym bufetem z wszystkim dobrze znanej sieciówki, meblem tanim i bardzo popularnym. Ja to nazywam brakiem kompleksów. Albo brakiem wnętrzarskiej spinki. Z tym trzeba się urodzić, wyssać z mlekiem matki albo nauczyć, co może być żmudną pracą, jednak naprawdę warto!

Teraz o palecie. Szarość, drewno, spłowiały róż, przetrącona zieleń, miodowy lekko złamany żółty daje fenomenalny klimat ciepła i surowości zarazem. Miejsce do polegiwania w kuchni – dla mnie absolutny sztos. A przecież kiedyś tak właśnie aranżowano wiejskie chaty! Przecież każdy ma ochotę poleżeć gdy już napełni żołądek domowymi pysznościami! Czymś absolutnie odjechanym jest także wojskowa prycza w centralnym punkcie jednego z pomieszczeń. Być może stanowi detal pamiątkowy, taki sentymentalny grat, który ma dla właścicieli duże znaczenie. Mała sypialnia, zbyt ciasna by koło łózka wcisnąć jeszcze stolik nocny  urzeka swą przytulnością. Jest jak kokon, w którym ukrywamy się przed światem. Spójrzcie też na ścianę, na której zawieszona jest galeria plakatów. Jeden z obrazów to wycinek z prasy codziennej – ciekawe jakie wydarzenie zasłużyło na to wyróżnienie?

Piękne nietuzinkowe miejsce, prawda?

fot. My Scandinavian Home, www.bjurfors.se

Gdzie to kupić?

Stół > sofa > stołek > regał > minikomoda > lampa > kosz > poduszki 

Jak SUBTELNIE wprowadzić przedświąteczny klimat?

Listopad 15, 2018 Komentarze (0)

Słowo „subtelnie” wytłuściłam nie bez kozery. Wszak połowa listopada to nie jest jeszcze czas na oplatanie domu girlandami choinkowego oświetlenia, smarowanie szyb sztucznym śniegiem w aerozolu, czy ubieranie choinki. Owszem, dyskonty spożywcze już od miesiąca (albo lepiej) atakują czekoladowymi mikołajami przy kasach, a bloki reklamowe coraz śmielej uświadamiają, że czekają nas spore wydatki, ale nie dajmy się zwariować. Marketing swoją drogą, sprzedaż swoją, a nasze subiektywne odczuwanie świąt niech pozostanie możliwie asertywne.

Jednak mimo tej pozornej asertywności i mechanizmu obronnego, który chroni nas od przedwczesnego zetknięcia się z dźwiękami szlagieru George’a Michaela, a tym samym świątecznego bolesnego falstartu, gdzieś tam w naszych cynicznych dorosłych serduszkach pragniemy odrobiny Christmas-vibe. Takiego vibe, wiecie, delikatnego. Który przy odrobinie dobrej woli można podciągnąć pod jesienny.

Moje sposoby na subtelne wprowadzenie atmosfery wyczekiwania na święta bazują na trzech akcentach. Po pierwsze – oświetlenie led. Te miniżaróweczki, które sprawiają, że w domu jest jeszcze cieplej, milej, przytulniej to moja coroczna pokusa zakupowa. Girlandy z żarówek, cotton ballsy czy druciane dekoracje – na przykład  w kształcie gwiazdy lub rogacza są absolutnym listopadowo-grudniowym must have.

 

Po drugie tealighty najlepiej w ilości większej niż jeden. Urocze szklane lub melaminowe pojemniczki dają przytłumione, delikatne światło i wspaniałą atmosferę.
Trudno je nazwać jednoznacznie świątecznymi i o to chodzi – na stricte świąteczne dekoracje jeszcze przyjdzie czas. Są akcentem całorocznym, mającym jednak szczególne znaczenie i wymowę teraz – w oczekiwaniu na to wszystko, co już niebawem przyniesie grudzień.

I moje szczególne odkrycie – cekinowe poduchy. Zawsze lubiłam cekiny, choć bardziej jako element garderoby wieczorowej. Teraz przystrajam nimi sofę. Są mocnym akcentem, lecz jednocześnie na tyle subtelnym, by nie skojarzyć ich z dekorowaniem na nutę bożonarodzeniową. A jednak nie da się nie odnotować, że wprowadzają atmosferę odświętności, czegoś niecodziennego, wyjątkowości. 

Gdzie tego szukać? >>> klik!

 

Urlopowy dizajn inaczej

Listopad 8, 2018 Komentarze (0)

God bless Airbnb! Nie tylko dlatego, że stał się cudowną alternatywą dla nudnych hoteli i miejsc bez duszy i polotu. Nie wyłącznie ze względu na fakt, że można za naprawdę niewielkie kwoty zafundować sobie bazę do uprawiania city-break w samym sercu miasta, wręcz na starówce. Również dlatego, że jest prawdziwą kopalnią wnętrzarskich inspiracji. Tu znajdziesz wszystko: postindustrialne lofty, wnętrza midcentury, mieszkanka jakby żywcem wyjęte z epok minionych, wysmakowane apartamenty w stylu glamour, urocze cozy-norki urządzone w stylu skandynawskim z przesłaniem: miej sobie hygge nawet z dala od domu. Mało?

Mało.

Bo prawdziwa atrakcja to znaleźć coś, co w niczym nie przypomina domu. Coś totalnie odjechanego, innego, egzotycznego. Coś, co da prawdziwe poczucia odklejenia się od świata, w którym żyjemy. Dlatego dziś mam dla nas trzy smaczki ze wspomnianego serwisu dla obieżyświatów. Miejscówki, które ze względu na wyjątkowe okoliczności przyrody, genialne widoki, a także absolutne odklejenie się od życia, które uprawiamy na co dzień, zapewnią prawdziwy, stuprocentowy reset.

1. RETRO PRZYCZEPA KAMPINGOWA 

Pamiętacie wakacje na Helu w PRLowskiej przyczepie? Możecie nie pamiętać. Ja pamiętam doskonale. Puszka, w której musiała pomieścić się mama, tata, dwoje dzieci i jeszcze pies nie dawała bynajmniej komfortu, ale za to jakie wspomnienia!
Ta przyczepa jest zgoła inna. Przestronna, zaaranżowana w mikromieszkanko, wszystkomająca, z gankiem oraz widokiem, który rozwala system. Myślę, że po tygodniu patrzenia w dal można wrócić do domu jako mistrz Zen. Nie wiem jak Wy, ale ja jestem urzeczona i zapisuję do ulubionych.

2. DOMEK BAMBUSOWY 

Domki kampingowe to kolejne żywe wspomnienie z dzieciństwa. Tamte jednak były z płyty pilśniowej, nie oferowały ani łazienki, ani szczególnie wybitnych widoczków z okna, powodowały za to nieustanne uszczerbki na zdrowiu oraz urodzie – bez przerwy ktoś o coś obijał się, czyjeś piszczele zabarwiały się na fioletowo, coś komuś spadało na głowę.  Tu problem zdaje się być rozwiązany – jest przestrzennie, nie ma zbędnych, kanciastych mebli (materace bez ram!, hamak!), prysznic weźmiesz pod chmurką i zasycisz oko fenomenalnym widokiem wszechobecnej zieleni.

3. NAMIOT NA DRZEWIE

Domek na drzewie – to już brzmi ekstrawagancko, a co dopiero: namiot na drzewie!
Spokojnie, rzecz została przemyślana starannie i z miarą w dłoni. Wygodne podejście prowadzi na solidną platformę, a na niej rozbity jest namiot, ale taki raczej większego formatu. Wyśpisz się zatem na regularnym łożu, a na garnku z romantycznym widokiem na jezioro wypijesz poranna kawę (oraz wieczorne proseko). Prysznic znów pod gołym niebem – uwielbiam to rozwiązanie i marzę, że kiedyś doczekam się swojego!