Copyright © 2017 Selsey Polska

Najnowsze posty

Nowe niesamowite miejsce w polskim instagramie!

Luty 7, 2019 Komentarze (0)

Tego dnia rozstąpiły się niebiosa. No, może nieco przesadzam, ale poruszenie było wyraźne. Ileż relacji poszło w eter od zachwyconych odkryciem instagramerów! Ileż dechów w piersiach zostało zapartych! Ileż smartfonów zwiesiło się od kompulsywnego skrolowania! I ja tam byłam, wino i miód piłam. I mój smartfon też doznał przegrzania.

CO – ZA – CHATA!

Wnikliwe oko dostrzeże oczywiste podobieństwo do stylu Miut Casa, miejsca stworzonego przez Łukasza i Radka, pomysłodawców i właścicieli kultowej w Poznaniu i nie tylko pracowni florystycznej Kwiaty i Miut. Podobieństwo nie jest przypadkowe. Panowie floryści i właścicielka prezentowanego poniżej mieszkania, są ze sobą spokrewnieni. Widać, że najwyraźniej obie pary uwielbiają niepowtarzalny klimat kamienicznych wysokich wnętrz z historią. Zachwyca tu wszystko – to, co ostało się z czasów minionych: piec kaflowy, podłoga z długich desek, odjechany podest oknami i to, co wyraźnie jest inwencją nowych właścicieli: ściany ze sztukaterią, lamperia w kolorze spranej mięty, przeszklenie z czarnymi szprosami, umeblowanie i detale.

Co to za styl?
Kamieniczne boho?
Miks styli industrial, vintage i klasyki?
Retro eklektyzm z domieszką postprzemysłowej surowości?
Nie wiem – poddaję się. Ale czy naprawdę musimy go nazywać?

Zwróćcie uwagę na detale – witryna lekarska eksponująca porcelanę i szkło, blaty kuchenne z miedzi, stara tabliczka z personaliami dziadka właścicielki, stolik kawowy będący oryginalnie stołem o ściętych nogach, hamak, kącik z roślinami wyeksponowanymi na retro-stołeczkach.
Nie, no co tu dużo mówić – zachwyt.

Warto też obejrzeć stories (na szczęście zapisane na sztywno w ulubionych na profilu) o tym, jak powstawało to fenomenalne miejsce.
A póki co, zapraszam na wycieczkę.

wszystkie zdjęcia pochodzą z: www.instagram.com/zatrzymaj_czas_kwadrat

 

Gdzie to kupić?
Hamaki > Dywany orientalne > sofki Travis  > poduszki dekoracyjne > doniczki ceramiczne  > lampa z plecionki > stołeczki retro 

Jak dobrze mieć sąsiada! – 3 fajne inicjatywy by integrować ludzi

Styczeń 31, 2019 Komentarze (0)

W dzieciństwie czyli jakieś milion lat temu, notorycznie byłam przeganiana przez babcię ze szklanką, do której życzliwy sąsiad miał wsypać mąkę, cukier lub sól, której akurat gospodyni zabrakło. Sąsiedzkie użyczanie sobie sanek, hulajnogi i roweru było rzeczą powszechną i na porządku dziennym. Sąsiedzi regularnie przychodzili do mojego dziadka, który mógł się poszczycić doskonale zaopatrzonym warsztatem i „dosłownie na sekundkę” brali jego wiertarkę, klucz francuski ósemkę czy poziomicę. Nie było nic zdrożnego w tym, że każdy wiedział o innych wiele – gdzie pracują, jak nazywają się dzieci, na co choruje pies.

Mural Anny Szejdewik, vel coxie, we Wrocławiu przy Jedności Narodowej. 

Dziś jest diametralnie inaczej. Ludzie pochłonięci niekończącą się listą „things to make and do” nie utrzymują sąsiedzkich stosunków prawie w ogóle. Ja sama nie mam zielonego pojęcia kim są moi sąsiedzi, wyłączywszy dwie pary w moim wieku, z którymi zwykle zamieniam trzy słowa biegnąć do pracy lub z pracy, do przedszkola i z, z siatami pustymi i siatami napełnionymi. (Bardzo ciekawy artykuł na temat teraźniejszych stosunków sąsiedzkich czytałam swego czasu tu > klik i bardzo Wam polecam jego lekturę. Pogłębiona analiza zjawiska daje szerszy pogląd jego temat.)

Im bardziej alienuję się i zamykam w swoich czterech ścianach, z tym większym zainteresowaniem odnotowuję rozmaite przedsięwzięcia mające na celu przywrócić relacje z sąsiadami. I tak w mojej okolicy zaczął funkcjonować Przedpokój. Początkowo inicjatywa miała za zadanie działalność mającą na celu rewitalizację mojej okolicy – nieco zaniedbanej, a o wielkim potencjale. Teraz po prostu integruje ludzi mieszkających tu i to w każdym wieku. Joga dla seniorów, zajęcia artystyczne dla najmłodszych, gimnastyka dla mam, darmowe porady prawne, panele dyskusyjne, pokazy slajdów z historią naszej dzielnicy to tylko kilka propozycji, które mają sprawić, że poznamy sąsiada.


tak wygląda Przedpokój, w oczekiwaniu dla uczestników zajęć


a tu podczas spotkania

Fajnym pomysłem na integracje ludzi, którym przyszło mieszkać po sąsiedzku są inwestycje budowlane realizowane w kraju i poza nim. Wertując nowości architektoniczne natknęłam się na projekt holenderskiego dizajnera Edwina van Capelleveena, który zaprojektował system połączeń dla istniejących już w budynkach balkonów. Tak zwane „Social Balconies” to nic innego jak specjalna, modułowa struktura balkonów, połączona mostami i schodami, która ma ułatwić sąsiadom wchodzenie w interakcję. Ciąg komunikacyjny, który tworzy się między poszczególnymi mieszkaniami sprawia, że trudno przejść koło sąsiada obojętnie. Przestrzeń balkonów nie jest zatem zupełnie intymna, a na sprzyjać pogawędkom.



edwinvancapelleveen.com

W Polsce również dostrzeżono problem alienacji.
Na Pomorzu powstało osiedle umożliwiające spędzanie czasu wolnego razem z sąsiadami.  Jest tu skate park, ścianka wspinaczkowa, stół do tenisa stołowego, boisko, zadaszona wiata z grami planszowymi i zręcznościowymi, domek dla dzieci, strefa crossfit i wiele innych. Osiedle Beauforta to wyjątkowy projekt pod względem bardzo różnorodnej oferty kierowanej – co nowe – nie tylko do najmłodszych. Place zabaw nie są żadną nowością w zagospodarowaniu przestrzeni osiedlowej. Ale każdy, kto kiedykolwiek posiedział na takim placu wie, że jest to wątpliwa atrakcja dla rodzica. Tu można połączyć interesy całej rodziny, mieć pociechę na oku, a jednocześnie gawędzić z sąsiadem przy partyjce w szachy/piłkarzyki/Dixit.

 


www.eurostyl.com

Co o tym sądzicie?
Uważacie, że inicjatywy są fajne, czy bezpieczniej pozostać w swoich czterech ścianach?

 

 

Follow the style!

Styczeń 24, 2019 Komentarze (0)

Czasem zachodzę w głowę jak radzą sobie deweloperzy stawiający nowe bloczki w dobie tak rozbuchanej mody na wnętrza z historią. Większość ludzi wokół mnie albo mieszka w starym budynku albo o tym marzy i robi wszystko, by to marzenie zrealizować. Legendy miejskie o brakach w dostawie prądu, spowodowanych wiekowymi instalacjami, awariach stuletnich rur czy drewnianych stropach które sprawiają, że słyszysz każdy oddech sąsiada z góry zdają się nikogo nie zrażać. Skrzypiące parkiety ze szparami między deskami, piece kaflowe, sztukaterie na ścianach i sufitach, wysokie stropy oraz dwuskrzydłowe drzwi między poszczególnymi pomieszczeniami to zestaw najgorętszych pragnień wielu zainteresowanych mieszkaniem w historycznych murach.

W Polsce rzecz bywa skomplikowana – w wielu miastach relikty przeszłości nie przetrwały wojennej zawieruchy, a te które owszem wymagają skomplikowanych i kosztownych zabiegów renowacyjnych. Skandynawskie kamienice wydają się nie borykać z tym problemem. Ilekroć studiuję oferty szwedzkich, duńskich, norweskich czy fińskich biur nieruchomości, znajduję całą masę wymuskanych kamienicznych wnętrz jak spod igły, zupełnie jakby ich metryka została sfingowana na potrzeby trendu.

Dziś natknęłam się na takie znalezisko i naprawdę zamarłam.
Te sztukaterie!
Te okna!
Ten amfiladowy układ pomieszczeń!

Uwielbiam, gdy stare pięknie konweniuje z nowym. Krzesła z tworzywa stoją na wiekowej posadzce i nowoczesne plakaty wiszą na ścianie zdobnej w dziewiętnastowieczne płaskorzeźbę. Mamy tu kultowe Eamesy: DSW, DAW oraz coś w klimacie ikonicznego Ghost Philippe’a Starck’a. Mamy też detale w stylu pop-art i estetycznego feelingu lat 90. Piękne wnętrza z duszą, przestrzenią, światłem, luzem i wszystkim, czego mi trzeba, żeby czuć, że posiedziałabym tam czy to z filiżanką kawy czy kielonkiem proseko.

fot. http://trendenser.se

Gdzie to kupić?

Krzesło żółte > krzesło błękitne > krzesło duch > stół > dywan > lampa stojąca > lampa wisząca > obraz Frida

Porządek musi być!

Styczeń 17, 2019 Komentarze (0)

Kto nigdy z obłędem w oczach nie szukał kluczy przed samym wyjściem z domu, niech pierwszy rzuci kamieniem. Nie ma takich śmiałków? Nic mnie to nie dziwi. Ja zaliczam się do tych, którzy powtarzają numer stale. Oprócz tego w momencie płacenia rachunków, rat i innych zobowiązań nigdy nie mam kompletu świstków oraz regularnie nie mogę namierzyć ulubionego naszyjnika drobiąc w szpilkach w korytarzu (na dole pan taksówkarz nerwowo rozgląda się na boki).  O takich rzeczach jak ładowarka do telefonu, okulary przeciwsłoneczne czy portfel nawet nie wspominam. Giną mi średnio pięć razy dziennie. Moje życie małżeńskie wisi wtedy na włosku, bo w portfelu jest dowód rejestracyjny, a mój mąż właśnie odpala silnik, a ładowarkę właściwie posiałam jego (moją też, wcześniej.)
Ciężka sprawa.

A przecież świat roi się od rozwiązań!

Stojaki na biżuterię, szkatułki, puzderka, wieszaki stoją w blokach startowych gotowe by wszystko pięknie uporządkować. Zadbać o łańcuszki, by już nigdy nie były splątane niczym sieć rybaka amatora, o kolczyki, by nie tęskniły za jedno za drugim, o zegarki, by przypadkowy kontakt z dziecięcym mieczem rycerskim (true story) nie porysował szkiełka.
Podobnie z całą resztą – rany, czy tak trudno zaraz po wejściu do domu włożyć list polecony do odpowiedniej szufladki? Minikomoda ze sklejki tylko czeka na dostawę porcji świstków, które absolutnie pod żadnym pozorem nie mogą się zgubić (a jednak się gubią!).  Wiszące metalowe koszyki to  świetne rozwiązanie zarówno do domowego biura, jak i do przedpokoju. Jeśli, podobnie jak ja, martwisz się, że nie weźmiesz jutro rano: ważnych dokumentów, prezentacji na pendrive’ie, upoważnienia by młode było odebrane z przedszkola przez ciocię, wrzuć wszystko to takiego kontenerka i sprawa załatwiona.

To nie jest żaden noworoczny czelendż, nic dla świata, a jedynie dla nas. Nic do wypada, powinno się, jest w dobrym tonie. To tylko inwestycja w swój własny komfort psychiczny oraz dobre relacje rodzinne, czyli w sumie to, co w życiu najważniejsze.

Gdzie to kupić?
Organizery i przyborniki > KLIK!
Szafki na klucze > KLIK!
Kosze i koszyki > KLIK!

 

Kolor Pantone 2019: Living Coral

Styczeń 10, 2019 Komentarze (0)

Kocham cię, Instytucie Pantone!
Ten kolor to dla mnie strzał w dyszkę!
Mówią: trudny. Mówią: zdecydowanie jednosezonowy. Kręcą nosem, że żaden facet by czegoś takiego nie wytrzymał. A wiecie co? Guzik prawda!

Koral jest cudowny, wiem to nie od dziś. Ma oczywiście miliony odcieni, od delikatnego ciepłego różu przez oranże po niemal czerwień, ale ten, który proponuje Pantone to ukłon w stronę natury. Możliwie najbardziej naturalny odcień koralu to odpowiedź firmy na udział technologii i mediów społecznościowych w naszym życiu. Zdaniem specjalistów, którzy wybrali ten kolor, zanurzeni od świtu do zmierzchu w wirtualnych podnietach, potrzebujemy więcej rzeczywistych doświadczeń, doznań z tak zwanego realu. Ta niezwykle energetyczna i ciepła barwa ma dodać naszemu życiu ŻYCIA. Kolor roku 2019, czyli Living Coral, oznacza dosłownie Żyjący Koral, czyli żyjący organizm, coś, co żyje, a dalej interpretowany jest jako „afirmujący życie koral”.

Ściany i przedmioty w tym kolorze mają dawać kop pozytywnej energii, napędzać do działania, prowokować do życia, z tym że niekoniecznie życia z twarzą w ekranie smartfona. Takiego prawdziwego –  spotkań z ludźmi, rozmów do rana, gotowania w niesterylnej kuchni, i tarzania z dzieciarnią po podłodze. Życie ma nas porywać i zachwycać, jak zachwyca rafa koralowa, gdy pierwszy raz nurkujesz z szmaragdowej wodzie.

To oczywiście tak zwane „story telling”, czyli dorabianie pewnej zgrabnej narracji do istniejącego trendu lub marki, natomiast ja kupuję tę „story” w całej rozciągłości. Living Coral czyli Żyjący Koral ma według mnie przynajmniej trzy zalety: primo – faktycznie jest to kolor występujący naturalnie, secundo – jest diabelnie energetyczny i stymulujący, tertio – jest piękny. Po prostu PIĘKNY.

Photos from:
covethouse.eu, dezeen.com, nest.co.uk, behance.net, homepolish.com, fgirlbybay.com, urbanoutfitters.com, oldbrandnew.com, hunker.com, apartmenttherapy.com, feedly.com, littlebigbell.com

 

Gdzie to kupić?
Fotel obrotowy > krzesło > poduszka w kwiatki > poduszka z napisem 
Kubek i robot Kitchen Aid > ebay.