Copyright © 2017 Selsey Polska

Najnowsze posty

Balkon boho na trzy sposoby!

Marzec 22, 2019 Komentarze (0)

Podobnie jak styl skandynawski ma wiele oblicz i wiele wariacji na swój temat, tak boho-chic nie zawsze oznacza to samo. Są oczywiście elementy wyróżniające bohemistyczne aranże. Będą nimi na pewno wzorzyste tkaniny, rattan wiklina, surowe drewno, lampiony, makramy, wszystko co ma frędzle, koraliki i plecenia. Natomiast fajne jest to, że żaden styl, w tym również boho, niczego nie narzuca, gdy w grę wchodzi kolorystyka. Nie jest zatem powiedziane, że jeśli urządzamy dom po skandynawsku, musimy kurczowo trzymać się bieli, jeśli wkraczamy na tereny glamour to wypada pokochać złoto, a przy industrialu nie należy ignorować szarości betonu. Nic z tych rzeczy. I doskonale.

Boho, z natury, jest stylem promującym swobodę, luz i pewien odjazd. Nie mógłby zatem dyktować czegokolwiek. Więc jeśli kochasz kolory ziemi, wszystko, co czerpie inspirację ze świata natury, lub jeśli czujesz, że żyjesz tylko w intensywnej, soczystej kolorystyce, albo przepadasz za miła dla oka dyscypliną black&white, wszystkie swe pragnienia z powodzeniem zrealizujesz zatapiając się w stylistykę boho.

Dziś konkretnie o balkonie, bo balkonami dysponujemy raczej w zdecydowanej większości, a ogródki posiadają tylko nieliczni szczęściarze. Balkon to taki cudowny substytut własnego kawałka ziemi i własnego skrawka nieba, urban jungle w wersji mini. Boho w wydaniu balkonowym wypada nadzwyczaj pięknie. Wszelkie hamaki, drewniane lub rattanowe siedziska, wózki, ażurowe stoliki czy ławki są bardzo mile widziane. Tu raczej nie znajdzie zastosowania plastik, szkło czy nadmiar metalu. Pod stopami koniecznie musi się znaleźć jakaś tkanina, a ponieważ balkon to miejsce, które z zasady miewa kontakt z wilgocią, może być to tkanina syntetyczna. Nie zapominajmy o lampionach, latarenkach, girlandach z oświetleniem – styl boho przepada za rozproszonym delikatnym światłem, które przyda nastroju w letnie, ciepłe wieczory. Poduszki, pledy, narzuty, a nawet chusty powieszone jako umowna ścianka doskonale wtopią się w stylistykę bohemistyczną, po pierwsze dodając wizualnej miękkości aranżacji, po drugie odrywając swą praktyczną rolę.

Każdą z tych trzech opcji można oczywiście dowolnie miksować ze sobą nawzajem, bo black&white przepięknie wygląda z dodatkiem surowego drewna, wikliny czy trawy morskiej, a stylizację naturalną aż się prosi przełamać tu i ówdzie mocniejszym akcentem kolorystycznym. I najważniejsza rzecz na balkonie – zieleń. Masa zieleni. Ona pasuje zawsze i wszędzie i nigdy nie występuje w nadmiarze.
Powodzenia i stay boho! 🙂

Gdzie to kupić?
Hamak > stolik > poduszki boho > dywanik boho > latarenki > ławka

 

Gdzie to kupić?
Hamak > dywanik > poduszka > cotton balls > wózek > makrama wisząca

Gdzie to kupić?
Hamak > dywan > poduszki etniczne > pledy czesankowe > stoliki z pokrywką

fot. captaindecor.com; neatfast.com; boxerjam.com; instagram.com/magnolia_lane_ ; my scandiavian home; shairoom.com; successfulworkplace.org; freshyardideas.com;  ariyonainterior.com; apartmenttherapy.com; dominomag; www.brit.co; best88homedecorpics.win

Follow the style

Marzec 15, 2019 Komentarze (0)

Postanowiłam zmienić nieco ton i dać na chwilę odpocząć kamienicom, loftom, całorocznym domom, a spojrzeć bardziej w stronę daczy, domków letniskowych i domów mobilnych. W końcu sezon wiosenno-letni zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim coraz większa tęsknota za kontaktem z naturą, łażeniem boso po trawie i wgapianiem się w horyzont.
Dzisiejszy „follow the style” bierze pod lupę fantastyczną bazę wypadową pewnej szwedzkiej rodziny.

Uważam, że jest tu wszystko czego potrzebuje człowiek, by wypocząć – dom jest na tyle przestrzenny, by nawet większa rodzina nie siedziała sobie na głowie (chyba, że tego właśnie pragnie), ma masę miejsc do relaksu (spory narożnik, hamaki, siedziska), kominki w razie gdyby chłodne poranki i wieczory dawały się we znaki, wygodną kuchnię z jadalnią, prysznic pod chmurką, a nawet – saunę z przeszkleniem z jednej strony i genialnym widokiem. Oczywiście najwspanialszą rzeczą jest usytuowanie domku – z okien widać, że piękny ogród se starodrzewiem wieńczy brzeg jeziora. Czy może być piękniej?

Oczyma wyobraźni widzę wieczory w ogrodzie, przy odpalonej girlandzie świateł udrapowanej na sosnowych pniach, te wszystkie obiady na powietrzu, skoki z pomostu, grzanie się przy kominku, chlapanie się pod prysznicem i piski uradowanych dzieci.

Wnętrze urządzone jest swobodnie, bez minimalnej choćby spinki, widać, że gospodarze cenią sobie luz i nonszalancję. Pobielone boazerie (jakże skandynawski motyw!) stanowią bazę dla miksu stylów – vintage (jadalnia, sypialnia), boho (salon) i loftowego (lampy, wyposażenie kuchni). Całość idealnie ze sobą współgra tworząc dom ciepły, eklektyczny i prawdziwie relaksujący, a widok za oknami i przeszklonymi drzwiami na taras dopełnia tego idyllicznego obrazu.

Moja babcia, gdy widziała coś pięknego, zwykła mówić z błyskiem w oku: och, w tej sukience, byłabym znacznie lepszym człowiekiem. Parafrazując moją babcię powiedziałabym, że mogąc spędzać wolny czas w takim miejscu, jak to poniżej, byłabym najlepszym człowiekiem na ziemi.


fot. www.fastighetsbyran.com

Gdzie to kupić?
hamaki boho > dywany plecione > wózki industrialne > poroża > skrzynki, kosze > poduszki boho > koce czesankowe > lampy industrialne

 

Living Coral – jak go ugryźć?

Marzec 8, 2019 Komentarze (0)

Jak wiecie, bo już jakiś czas temu zdążyłam to obtrąbić, The Living Coral, czyli koral który żyje, jest kolorem roku 2019. To piękna barwa, jednak nie tak łatwa, jak szarość, biel czy czerń, które tańczą jak im się zagra. Połączenie koralu ze wszystkim, co wpadnie do głowy może spotkać się z, nie nazwę tego fiaskiem, bo od lat nawołuję do swobodnych eksperymentów i myślenia „outside the box”, ale powiedzmy – trudnościami. Koral przymilny nie jest. Jeśli jednak znajdziemy do niego klucz, oswoimy go i sprawimy, że stworzy duet (lub tercet) harmonijny i wspaniale uzupełniający się – nie pożałujemy.
I naprawdę, naprawdę – nie plotę trzy po trzy, tak dla draki. Jeszcze dziś dobywam wałka i pędzla i przemalowuję jedną z kuchennych ścian na koral.

Z jakimi kolorami – oprócz oczywistych (biel, czerń, szarość), będzie współgrał koral?
Na pewno z zieleniami. Od ciemnej zieleni, wpadającej w szarość, czy nawet czerń, przez zieleń butelkową, szmaragd, aż po rozbieloną miętę. Tu symbioza działa na zasadzie przyciągania się przeciwieństw – koral jest ciepły, zieleń zimna, koral jest dziewczęcy, zieleń ma w sobie więcej pierwiastka męskiego. Poza tym jest to miks wybitnie świeży.

Gdzie to kupić? > fotel na biegunach > fotel ciemnozielony > tolixy >poduszka velvet > regał 

Koral i złoto?
To zabawa dla wybranych. Duet niełatwy do okiełznania, wymaga wyczucia i dyscypliny. Odwdzięczy się oryginalnością i szykiem z gatunku tych „na bogato”.

Gdzie to kupić? > fotele złote  > stoliki > zlote plakaty > lampa > stojak na biżu

Miks z granatem to uczta dla oczu. Jest wyważony, choć intensywny, wyrafinowany choć w sumie prosty. Znów sprawdza się łączenie ciepłego z zimnym i jin z jang. Elegancja, harmonia, spójność, smak. Dla tych, którzy uwielbiają wyraźne plamy koloru, ale wolą postanowić na pewniaka, zamiast eksperymentów, których finał może być różny.

Gdzie to kupić? > granatowe love

Koral i żółty to mój numer jeden. Jest to miks niezwykle radosny, entuzjastyczny, energetyczny. Gdybym miała zalecić komuś z zimowym spadkiem nastroju szybką metamorfozę wnętrza, która stanowiłaby zastrzyk pozytywnej energii oraz swoistą terapię kolorem, poradziłabym właśnie to. Koralowo-żółte akcenty są jak guzik: smile, baby. Nie sposób nie uśmiechnąć się przebywając pośród detali utrzymanych w tej kolorystyce.

Gdzie to kupić? > sofka Travis  > tolixy > fotel bujany  lampka

Plakatowy manifest kobiecości na Dzień Kobiet

Marzec 2, 2019 Komentarze (0)

Dzień Kobiet za pasem i muszę Wam powiedzieć, że im jestem starsza tym bardziej go lubię. Mimo skojarzeń z PRLem, wiechciami czerwonych goździków, wystanych w kolejce pończoch czy kawy pozyskanej podstępem spod lady, które dotyczą naszych mam, babć i ciotek. Ja tych skojarzeń nie mam, jestem od nich wolna, nie tylko z powodu metryki, ale także dlatego, że nie chcę ich mieć.

8 marca to dla mnie celebra kobiecości, manifest wyjątkowości płci pięknej, swoiste ostentacyjne GIRLS ROCK! Nie żadne tam w kontrze do mężczyzn, ależ wręcz frontem do nich. Mężczyźni są w tej celebrze najmilej widziani, chętnie z nimi opijemy ten dzień kieliszkiem proseko, czy jak która woli kuflem rzemieślniczego piwa. Dziś chciałabym zaprezentować sylwetki trzech dziewczyn, które miałam okazję poznać osobiście lub internetowo, które skradły moje serce pracami i wreszcie – których sztuka jest ultrakobieca. Plakaty jednej z nich mam w pokoju dziennym na bardzo eksponowany miejscu, dwie pozostałe czekają w kolejce, ale na pewno coś od ich kupię, bo ubóstwiam.

ALEKSANDRA MORAWIAK czyli Liquid Memory Collages

Ilustratorka, która specjalizuje się w technice kolażu. O sobie pisze tak:
„Główną sferą moich zainteresowań jest człowiek oraz jego relacja z przestrzenią i samym sobą, a technika kolażu to idealne medium do powoływania nowych światów. Moje prace można było zobaczyć na wystawach m.in. w Berlinie, Kopenhadze, Mediolanie i San Francisco. W ilustracji szczególnie pasjonują mnie tematy poświęcone psychologii, literaturze, kinematografii.”

Mnie ujmuje w pracach Oli cudowne łączenia kolorów, baśniowość, elementy zaczerpnięte ze świata przyrody – zarówno fauny jak i flory, a także anatomii ludzkiej. Miałam okazję zetknąć się z Olą na Warsaw Home i zrobiła na mnie wspaniałe wrażenie – jest osobą przemiłą i uroczą.

MAGA DANAJ czyli PORYSUNKI

O sobie pisze tak: „tworzę Porysunki (Porachunki rysunkiem) – proste prace o życiu, które cały czas wyprowadza nas w pole. (…) Mieszkam w Gdańsku, pracuję wszędzie.”

Magda to kobieta świadoma, partnerka, matka, przedsiębiorca. Jej rysunki i teksty pokazują, że z niejednego pieca jadła chleb, że miała okazję obserwować różne momenty kobiet wokół siebie, ale jej narracja nie popada bynajmniej w dramatyczny ton. To raczej ton prześmiewcy, ironisty, szelmy. Ale także bywa, że uśmiech poprzez łzy. Jej plakaty to najprawdziwsza prawda o życiu kobiety, autentyczne podsumowanie jej miejsca w rodzinie, związku, społeczeństwie.
Osobiście nie poznałam, ale zdarzyło mi się konwersować na instagramie – uwielbiam tą kobietę.

 

MARTA GLIWIŃSKA czyli PANI MARTO!

To świeżynka. Pojawiła się niedawno, jeśli wziąć pod uwagę takie weteranki jak obie powyższe panie. To znów kolaże, ale nieco inne niż te, które proponuje Ola Morawiak. Marta czerpie z retro-obrazków, pocztówek żywcem wyjętych z minionych dekad. Tu mamy dużo damskiego powabu, dużo intymności, zmysłowości, a wszytko to podane w lekkiej, kolorowej formie. Autorka prac upodobała sobie motyw barwnych grochów, każda z prac bazuje na mniejszych i większych wycinankach w kształcie kropki oraz masie kolorowego confetti.

Co sadzicie o trzech piewczyniach kobiecości?
A może plakaty tych pań to dobry pomysł na prezent na Dzień Kobiet?

______________________________
zdjęcia pochodzą z profilów instagramowych: instagram.com/porysunki/, www.instagram.com/liquidmemorycollages/, www.instagram.com/panimarto oraz ze strony plndesign.pl (fot Dominik Kulaszewicz)

5 najmodniejszych lamp sufitowych!

Luty 22, 2019 Komentarze (0)

Ile dobrego potrafią wnętrzu zrobić lampy wie tylko ten, kto latami patrzył na kikut kabla wychodzącego ze ściany zwieńczonego gołą żarówką. Ale jeśli latami nie znajduje się kinkietu życia, nie warto iść na kompromisy. Czasem na lampę, jak na miłość życia, czeka się długo, ale gdy już zamajaczy na horyzoncie, wiesz, że warto było czekać. Nie jest to bynajmniej metafora na wyrost, bo kto, jak ja,ma fijoła na puncie aranżowania przestrzeni, ten wie, że przedmiot absolutnie omotać i oczarować.
Dobrze dobrana do otoczenia lampa jest jak wisienka na torcie, jak brylancik na palcu serdecznym, jak kępka rzęs doczepiona w kąciku powieki. Dobra lampa robi robotę.
Dziś przegląd tych najmodniejszych. Inspirujcie się, szukajcie własnej drogi i likwidujcie kikuty z żarówką wcześniej niż ja. 😉

Po pierwsze szklane kulki.
Solo lub w teamie, w jednym rzędzie lub na różnych wysokościach.
Bardzo uniwersalne, bo i klasyczne i lekko retro, i wtapiające się w otoczenie i mogące odgrywać pierwsze skrzypce.

Gdzie kupić? Tu!

Po drugie -industrialne lampy o masywnych, metalowych kloszach, jakby żywcem przeniesione z hal fabrycznych. Doskonałe we wnętrzach loftowych, ale nie tylko. Dodadzą nutę surowości przytulnej przestrzeni scandi oraz pazura temu, co z zbyt zachowawcze.


Gdzie kupić? Tu! oraz tu! a także tu! i jeszcze tu!

Te lampy to absolutny hit. Są doskonałe w swoim minializmie i prostej formie, a jednocześnie szykowne i eleganckie. Doskonale dopełniają klimat przestrzeni kamienicznej czy loftowej, są znakomitym elementem aranżacji midcentury, skandynawskiej, a nawet – jako przełamanie – glamour.


Gdzie kupić? Tu!

Podłużne rurki zwieńczone światełkiem pierwszy raz widziałam w jednej z wrocławskich knajp – Napa Bistro. Tam pełnią rolę reflektora, który skierowany na talerz jakby podkreśla, na co szczególnie mamy zwrócić uwagę. Lampy-rurki  przywodzą też na myśl instrument muzyczny. Są delikatne, efemeryczne i subtelne. Nie dają dużo światła, ale świetnie sprawdzą się jako doświetlenie punktowe oraz wspaniała dekoracja.


Gdzie kupić? Tu!

I wreszcie mój osobisty numer jeden – lampy-molekuły. Zobaczcie, wyglądają jak molekularny twór. Mają wszystko co uwielbiam w dizajnie – funkcjonalność (dają dużo światła) oryginalność (bardzo przykuwają oko) i – paradoksalnie – prostotę (w gruncie rzeczy projekt jest prosty).  Doskonała rzecz zarówno nad stół, jak i jako lampa sufitowa oświetlająca całe pomieszczenie.


Gdzie kupić? Tu!