Copyright © 2017 Selsey Polska

Najnowsze posty

Domowe centrum dowodzenia

Maj 9, 2019 Komentarze (0)

Nie każdy ma na nie miejsce, ale jeśli jesteś tym szczęśliwcem który mógł wygospodarować kilka metrów na domowe centrum zarządzania wszechświatem, wiedz, że masz z górki.
Osobiście nie wyobrażam sobie rozkładać się z tymi rachunkami, umowami i innymi papierzyskami przy stole w jadalni. Nie wyobrażam sobie kleić dzieciom czapek krasnali, skrzydeł anielskich czy innych czarodziejskich różdżek pomiędzy talerzami z obiadem, albo na podłodze.

Napisać kartkę dla nowożeńców z życzeniami przemyślanymi i płynącymi prosto z serca, uzupełnić albumy ze zdjęciami z wakacji, sprawdzić wypracowanie z Marka Piegusa i w spokoju napisać listę zakupową – wszystko to wymaga blatu biurka, krzesła i dobrego oświetlenia. To znaczy może i nie wymaga. Ale ja wymagam!;)

Dziś kolejna odsłona cyklu, w którym prezentuję wybraną przestrzeń domową w trzech odsłonach.
Oto przed Wami trzy konwencje: uniwersalne, ponadczasowe skandi będące stonowanym i miłym dla oka miksem bieli, czerni i drewna, glam-szyk i elegancja oraz klasyka w kierunku dystyngowania i powagi.

Właściwie odnalazłabym się w każdym z nich, bo zarówno styl skandynawski, jak i glamourowy, a także klasyczny, mają w sobie wiele do zaoferowania. Ten pierwszy jest jasny i klarowny. Daje taką prostą, nieskomplikowaną bazę i mam wrażenie, że zupełnie nie rozprasza podczas pracy twórczej (tudzież myślenia gdzie położyłam tą cholerną umowę z ubezpieczycielem). Jasne scandi jest jakby wsparciem umysłowych aktywności. Daje także szansę, by wielu rzeczy nie pogubić i nie zapomnieć – świetnie konweniuje ze wszelkimi tablicami i organizerami ściennymi.

Gdzie to kupić?
> Biurka Skandynawia > Krzesło patyczak > dywan geometryczny > komoda Thor > lampka > tablica > druciane kosze > zegary

Druga pozycja dedykowana jest paniom, które walczą o akcent kobiecy, swoje własne królestwo w domu pełnym mężczyzn. (To ja!)
Nie, no trochę mnie poniosło. To po prostu rzecz dla dziewczyn i pań ceniących elegancję, szyk, dobry dizajn, subtelne detale. I złoto. I aksamit.
Po prostu piękno w odsłonie kobiecej.

Gdzie to kupić?
> Biurko Graph > Krzesło velvetowe > kubełek > plakaty > lampa Epic > organizery na biżu > dywan Shaggy

Klasyka bazująca w tym wypadku na ciemnym drewnie, orientalnym dywanie i nieco kolonialnych dodatkach kojarzy się z powagą i dystyngowaniem. Nic dziwnego – centrum zarządzania domowym wszechświatem to nie łaskotki. Tu podejmuje się poważne decyzje i robi nieliche przelewy. Pisze się listy do instytucji i odwołuje od mandatów (tak, to znów ja!).

Gdzie to kupić?
> Sekretarzyk > Krzesło > dywan orientalny > komoda Galway > lampa > plakat > globusy

Follow the style

Kwiecień 26, 2019 Komentarze (0)

Ten australijski dom należy do Mandy Hart, opisującej siebie jako: stylistka, miłośniczka znalezisk vintage, żona i mama dwóch maluchów.
Pierwsze, co zachwyca to ogromna ilość światła, które wpada do tych wnętrz oraz przestrzeń, jaką mogą cieszyć się domownicy. Dom jest jest wybitnie jasny – okna połaciowe wspaniale doświetlają, ale efekt świetlistości potęgują także śnieżnobiałe ściany. To wnętrza dość minimalistyczne, jak na moje standardy, ale i takie, uważam, warto popodziwiać, choćby po to, by docenić konsekwencję w aranżowaniu tej nieprzeładowanej przestrzeni.

Albumy, wazony, świeczniki, drobne bibeloty, pamiątki z wojaży – to wszystko choć jest z różnych bajek tworzy harmonijną całość. Być może dzieje się tak poprzez dyscyplinę kolorystyczną, z jaką zostały zestawione. Wiele dobrego robią tu rośliny, dodając do tej ascetycznej barwnie przestrzeni plamy żywej zieleni. Minimalizm przełamują także kolorowe dywany, które leżą dosłownie wszędzie.

Dywany orientalne to coś, co natychmiast wpada mi w oko i prawdziwy konik pani domu.
Owe wariactwo nie powinno dziwić – każdy, kto kiedykolwiek widział misterną pracę tkaczy chodników, zamarzył, by uświetnić własne wnętrze taki cudem. Wspaniałe jest to, że ich wzory są niepowtarzalne, tak, jak niepowtarzalna jest myśl ludzka. Fajne wrażenie robi także liczba miejsc do siedzenia – zarówno przy stole, jak i przy kuchennym barze oraz w części wypoczynkowej. Od razu wiadomo, że mamy do czynienia z ludźmi ceniącymi sobie towarzyskie schadzki, bowiem jeśli lubisz gościć ludzi, stołków, ławek i stołeczków w domu nigdy za wiele.

Pewnym zaskoczeniem jest sypialnia. Po pierwsze dlatego, że sięgnięto tu po sporą plamę zdecydowanego koloru (granat na ścianie u wezgłowia łóżka), po drugie dlatego. , że toaletka z giętego szkła tak bardzo wyróżnia się na tle innych mebli. Co ciekawe – świetnie wkomponowuje się w tę przestrzeń na zasadzie dobrze przemyślanego kontrastu.

Zapraszam na tournee!

Gdzie to kupić? sofa > krzesła inspirowane Eamesami > dywan > stół > stołki

 

 

Co zrobić z jajkami oprócz tego, że zjeść

Kwiecień 19, 2019 Komentarze (0)

Czy wiecie, że kiedyś uskuteczniano propagandę, że jajka w nadmiarze są szkodliwe i nie wolno ich jeść za wiele?
Cieszę się, że te smutne czasy mamy już za sobą.
Bo jajka są naprawdę super. Zdrowe, pyszne, i pięknie wyglądają na stole. Właściwie nie wyobrażam sobie weekendowego śniadania bez jaj w roli głównej. Zauważcie też, że menu większości śniadaniowni nie istnieje bez jaj w koszulce, jaj sadzonych, omletów, szakszuk i tak dalej. Wielkanocna fiksacja na wszystkim, co ma związek z jajem bardzo mi odpowiada. Zamierzam zjeść ich kopę i nie mieć najmniejszych wyrzutów sumienia.

Dziś jednak nie o wartościach odżywczych jajek, bo on tym możecie poczytać na portalach poświęconych zdrowiu. Dziś o dekoracji, jaką może tworzyć jajo. Za chwilę Wielkanoc i myślę, że kilka fajnych, nietuzinkowych akcentów świątecznych ożywi dom i doda mu nieco odświętnego pazura.

Co zrobić z jajek, oprócz tego, że zjeść?
Oczywiście wianek.
Wydmuszki mogą pozostać naturalne (szczególnie przepiórcze są cudne!), można je dowolnie pomalować, okleić bibułą, skrawkami materiału, piórkami – słowem sky is the limit.

Po drugie fajnie wypełnią wazon czy każdy inny stojak na wiosenne badyle. Bo bukiet sam w sobie jest dekoracją raczej uniwersalną, dopiero obecność jajek – kolorowych lub nie, wprowadza akcent wielkanocny. Według mnie urocze.

\

Po trzecie – na świeczki i tealighty. Wydmuszka stanowi naturalny pojemnik, warto zatem rozważyć opcję: świecznik. To wdzięczny, pomysłowy i hołdujący eko-trendowi pomysł na dekorację  świątecznego stołu.

I wreszcie klasyka gatunku – jajka jako dekoracja wisząca. Z wypełnieniem lub bez. Na gałązkach, ale niekoniecznie. Można je zwiesić na przykład z karnisza i pięknie udekorować okno.
Bardzo urokliwa i prosta dekoracja, idealna by w jej tworzenia zaangażować maluchy.

PHOTOS FROM :
www.bhg.com, w
ww.goodhousekeeping.com, http://thehousethatlarsbuilt.com, stylowi.pl, http://aelida.com, www.countryliving.com, http://imgfave.com, http://www.marthastewart.com, thecottagemarket.com, www.myscandinavianhome.com, pulse-fashion.ru

 

Krótki przewodnik po fotelach

Kwiecień 12, 2019 Komentarze (0)

Umówmy się – fotel nie jest meblem pierwszej potrzeby.
To nie łóżko, które musimy mieć, by móc zbierać siły na kolejny dzień wyzwań. To nie stół, przy którym siadamy, by wspólnie zjeść, wypić herbatę i porozmawiać. To także nie sofa, na której rodzinnie polegujemy wieczorami, urządzając filmowe maratony, tnąc w planszowe gry czy konsumując literaturę. No nie.

Fotel to nie mebel z gatunku must-have.
To luksus.
Własne, osobiste miejsce relaksu i powracania do samego siebie. Wierny towarzysz. Oaza Zen. Bezpieczna przystań. Centrum regeneracji. Wszystko to brzmi jak wyświechtane frazy z notatnika marketingowca od jakiegoś kompleksu odnowy biologicznej, ale taka jest o nim prawda. Mój fotel to miejsce wyjątkowe. Przeczytałam w nim dziejowe książki, obejrzałam filmy, po których nie byłam już tym samym człowiekiem, przeprowadziłam wiele ważnych i zupełnie nieistotnych rozmów. Wchłonął morze łez wylanych, gdy katowałam się melodramatami, a jego sprężyny wytrzymały setki ataków dzikiego rechotu, gdy czytałam lub oglądałam niebywale zabawne rzeczy.
Bywał czyszczony. Z wina, herbaty, kawy, ubłoconych łap psa sąsiadki. Nie szkodzi. Od tego jest – towarzyszy i nie ma niczego za złe.

Mam uszaka. Uważam, że jest bezkonkurencyjnie wygodny. Przytrzyma głowę, gdy padam ze zmęczenia, pozwala podkurczyć nogi, gdy mam potrzebę zwinąć się w kłębek. Jak się postaram mieści nawet nas dwoje – mnie i moje dziecko. I kota. Ale zajmuje sporo miejsca.


Moja siostra musi się liczyć z każdym centymetrem, wybrała fotel kompaktowy, coś na kształt retro foteli midcentury (tak dobrze nam znanych z portali z rzeczami z drugiej ręki czy pchlich targów).  Jej fotel nie jest tak perfekcyjnie wygodny jak mój uszak, ale spełnia swoją rolę całkiem nieźle i mieści się między regałem z książkami, sofą i wyjściem na balkon.
Życie.


Z kolei moja przyjaciółka, wspaniała efekciara i mistrzyni wejść smoka, nie mogła mieć fotela tylko do siedzenia. Musiała zadać szyku, bo szyk to jej drugie imię. Podobnie jak torebka nie służy  w jej rozumieniu wyłącznie pomieszczeniu jej damskich klamotów, fotel nie może służyć wyłącznie relaksowi. Musi przydawać wnętrzu sznytu wyjątkowości.

Co jest dla Was ważne?
Ultrawygoda, kompaktowy rozmiar czy efekt WOW?
Zważcie sobie i wybierzcie mądrze. Powiem natomiast tyle – nie warto z niego rezygnować. To luksus z gatunku tych, które można mieć. Nie jak lot w komos, ani nawet nie jak miesiąc na Bali. Całkiem namacalny luksus, z którego nie warto rezygnować.

 

 

 

Gdzie to wszystko kupić? > FOTELE W SELSEY

10 kuchni instagrama, które kocham!

Kwiecień 5, 2019 Komentarze (0)

Zastanawialiście się dlaczego piękno podrasowane zabiegami medycyny estetycznej nie budzi tak entuzjastycznych reakcji jak piękno naturalne?
Dlaczego piegowata od słońca twarz szeroko roześmianej dziewczyny urzeka nas dużo bardziej niż ta, która ma trudności z uśmiechaniem się?
Dlatego, że człowiek podświadomie wybiera to, co prawdziwe, nieudawane i bliskie natury.
Tak również jest w kuchniami, które dziś Wam chcę pokazać.

Tak, kocham je.
Nie, nie są na wysoki połysk.
Nie są też peanem na cześć minimalizmu i ascezy.
Nie mają grama botoksu, kwasu hialuronowego i innych glutaminianów.

Są za to prawdziwe – takie, że od razu widać, że dom żyje. Nie zostały wystylizowane do sesji dla miesięcznika wnętrzarskiego. Nie stanowią aranżacji, w której koszyk ze staranie ułożonymi w piramidkę pomarańczami (i jedną niby nonszalancko turlającą się po blacie) to jedyna oznaka życia. To są normalne domy. Z butelką oleju rzepakowego, rolką ręcznika papierowego i wymiętą ścierką kuchenną. Są lekko podwiędnięte zioła, miska z jedzeniem dla kota i kable do sprzętów nieusunięte w programie do obróbki cyfrowej.

I mimo tych wszystkich karygodnych „błędów” w sztuce stylizacyjnej, bo kto to widział tyle klamotów w kadrze, te kuchnie są piękne. Przedmioty codziennego użytku współistnieją w całkowitej harmonii z tym, co dekoracyjne (tapeta, talerze na ścianie, rośliny)  oraz będące przedmiotem pożądania wielu z nas (pastelowe lodówki Smeg). Te kuchnie nie mają pretensji i kompleksów. Są z kilku punktów na mapie Europy (Skandynawia, Włochy, Holandia i znaczna reprezentacja Niemiec), a ja mam wrażenie, że ich właścicielki mogłyby być siostrami. Wyznają wyraźne jedną istotną w aranżowaniu domowej przestrzeni zasadę: prawdziwe piękno nie potrzebuje korektora.

Natka pietruszki w szklance może naprawdę pozostać w kadrze. Nie zaszkodzi to imidżowi wnętrza. Wszyscy jadamy natkę.